Kolka? A co to?

3 lata i nic. Lepiej, czy gorzej wytrenowany, ale zawsze spokojnie i w sumie bez większych problemów zawsze docierałem do mety. Nie imały się mnie problemy żołądkowe, paznokciowe czy odciskowe. Odpukać – omijało mnie to wszystko. Aż do niedzieli 24 września.

Bieg na Piątkę w ramach 39. PZU Maratonu Warszawskiego. Zaplanowałem, że nie będzie to bieg docelowy, gdyż nie wypełniłem jeszczs całego planu, ale czułem się na tyle dobrze, że liczyłem na dobry wynik. Pogoda prawie idealna – może tylko ten deszcz chwilami straszył, ale w końcu nie było źle. Troszkę źle wymierzyłem czas dotarcia w okolice Cytadeli i cały proces przygotowania był robiony w jakimś takim pośpiechu. Czułem, że nie mogę się skupić. Zrobiłem 15 minut rozgrzewki – 1,5 km biegu + dynamiczne rozciąganie i 4 przebieżki – i ustawiłem się w swojej strefie. Ciągle nie mogłem się do końca skoncentrować, ale to tylko do momentu strzału startera. Zaczynamy.

Do pierwszego skrętu (jakieś 400m) z tłumem. Patrzę na zegarek – 3:50. O nie, za szybko. Zwalniam, wyprzedza mnie sporo biegaczy, ale wiem, ze za chwilę to jak ich dogonię. Przecież tuż tuż zaczyna się podbieg. Faktycznie. Jak tylko pojawił się wiadukt to ja już byłem wyprzedającym. Mijamy pierwszy kilometr i kontroluję czas 4:09. Jest dobrze. Wiem, że kolejne 2 km to ciągły, lekki zbieg, więc staram się utrzymać tempo z pierwszego kilometra. Dobiegamy do Placu Wilsona i skręcamy w dół w Krasińskiego. Tutaj wyraźnie czuć, że trasa biegnie w dół. Na 3 km kontroluję czas i wychodzi, że biegnęw  tempie 4:08. Jest dobrze.

Dobiegamy do końca ulicy i skręcamy na Wisłostradę. Tutaj jest lekko pod górkę, ale nie zwalniam znacząco. Po wybiegnięciu na trasę pozostaje jakieś 1,5 km. Tak na prawdę jużbyło widać metę. Zaczynam już obmyślać, kiedy zacząć przyspieszać. Przecież 3 tygodnie wcześniej poleciałem ostatnie 0,5 km w tempie 3:40 – może i teraz się uda. Mijam znacznik z 4 km i już mam przycisnać, gdy nagle zgina mnie w pół. Jakbym dostał cios w brzuch. Ostry ból z prawej strony, tuż pod żebrami. Wiem, z opisów różnych biegaczy, że to kolka. Pierwszy raz. Nie zdawałem sobie sprawy jak to boli. Nie jestem w stanie się wyprostować choć biegnę dalej. Biegnę – raczej powłuczę nogami. Uciskam ręką bolące miejsce, ale nic nie pomaga. Zaczynają mnie wszyscy wyprzedzać. Jeden z biegaczy, który widzi jak się męczę radzi, aby naprzemiennie uciskać i odpuszczać. Trochę pomaga, bo już miałem myśli, aby przejść do marszu. Kolejne setki przed metą mijają jakby wolno. Mam już dość. Widzę zegar. 200 m przed metą zegar jeszcze nawet nie pokazywał 22 minut. To mnie trochę zmotywowało i postawiłem kilka szybszych kroków. Matę minąłem dokładnie po 22 minutach i dwóch sekundach od strzału startera.

Jeszcze świeży ;-) (fot: fotomaraton.pl)
  Jeszcze świeży 😉 (fot: fotomaraton.pl)

Jestem wściekły. Skurcz już trochę odpuszcza, ale ból ciągle czuję. Siadam na krawężniku i chę tylko odpocząć. Taka szansa… . 21 minut pękło by na pewno. Jak to się mogło stać? Nieważne. Nie lubię użalać się nad sobą. Miało być lepiej. Wyszło jak wyszło. Za dwa tygodnie będę lepiej przygotowany.

Nagle zauważam dziewczyny z Fundacji Rak’n’Roll. To dla nich zbierałem fundusze w ramach tego biegu. Serdeczny uścisk i pozytywna energia poprawiają mi humor na dobre. Już się nie przejmuję. Nawet mniej boli. Jeszcze wspólne zdjęcie, medal i już jest ok. Dzięki

—————————–

Skąd ta kolka? Może śniadanie było za mało/bardzo obfite? Może rozgrzewka była za krótka/długa? Może za szybko zacząłem? Może za bardzo się spiąłem na 4 km?

Nie wiem. Nie wiem. Nie wiem.

Pierwszy raz mnie to spotkało i byłem tak zaskoczony, że nawet do końca nie wiedziałem jak sobie z nią poradzić w trakcie biegu. Na przyszłość jednak postaram się biec z bardziej spokojną głową. Jedno jest pewne. Teraz już wiem, że kolka to też element biegania.

P.S. Netto uzyskałem 21:46 czyli mój drugi wynik na oficjalnej trasie, więc nie mam co narzekać.

 

7 Replies to “Kolka? A co to?”

  1. Obstawiam, że za szybkie tempo, po prostu. Sama tak miewałam nieraz. Przecież po pewnym czasie człowiek już nie popełnia tak podstawowych błędów jak obżarcie się przed startem.

  2. Mnie też kiedyś coś takiego spotkało, gdy walczyłam o życiówkę na 10 km. Ale ja musiałam się zatrzymać i stać zgięta w pół i patrzeć na tych wszystkich, którzy mnie mijali. Straszne uczucie. Nie dość, że boli Cię gdzieś między żebrami, to jeszcze dodatkowo dusza wyje, że z życiówki nici. i to tak niedaleko mety.
    Do tej pory nie wiem co było przyczyną.

    Jeśli masz szansę na powtórkę, to trzymam kciuki za następny start!

    1. Dokładnie tak było u mnie, Ale udało mi się biec dalej w znośnym tempie.
      Szansa jak najbardziej jest. Docelowy start to Runbertów w tę niedzielę. Trasa trochę kręta, ale podobno płaska.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.